Krótkie streszczenie: AU gdzie Harry jest zasranym złym chłopcem z za dużą ilością problemów, a Louis jest perfekcyjnym i obrzydliwie bogatym chłopcem, z za dużą ilością pieniędzy. Natomiast ich szkoły są dokładnie naprzeciwko siebie. Spotykają się na imprezie i jest to pierwsza( może jedyna ) rzecz, jakiej potrzebują.
Pary: punk harry/niewinny louis
Ostrzeżenie: ostry język, sexualny podtekst, wzmianki o samookaleczeniu, silne religijne wierzenia, i snobistyczne zachowania
Licznik słów: 5 tysięcy ~
Tak tylko małe ostrzeżenie: Louis jest religijnym, snobistycznym świętoszkiem, ale jest to ważne dla opowiadania.
Louis Tomlinson
obudził się pięć minut przed tym jak jego budzik powinien
zadzwonić
tego piątkowego
ranka. To mógł być czysty przypadek, lub mogło mieć to związek
z faktem, że dzisiejszego dnia ma test z historii sztuki, który
miał zamiar zdać bez problemu. Lou nie jest fanem
przechwalania(tak, w pewnym sensie to robi), ale jest ''uczniem roku"
od kiedy tylko jest w St.Mark's Private School*. Teraz jest w
ostatniej klasie szkoły, gotowy do odebrania dyplomu i pójścia na
uczelnię w Londynie aby studiować ekonomię, tak jak jego ojciec, a
potem przejąć rodzinny biznes.
Jego ojciec jest
szefem* największej firmy w Anglii, a jego matka jest najlepszym
prawnikiem w tym kraju. Jego rodzice pobrali się rok przed urodzeniem
się Louis'a, oraz przeprowadzili się z Londynu do Doncaster, gdzie
jego ojciec pozostał tylko udziałowcem. Kupili oni wielką willę
i poczęli pięć kolejnych córek oraz jednego syna. Byli również
bardzo szanowaną rodziną w katolickiej społeczności tego miasta.
Cała rodzina chodzi do kościoła co niedzielę, gdzie jego rodzice
ofiarowują duże kwoty pieniędzy, zupełnie jak w jego szkole.
Dlatego można śmiało powiedzieć, że wszystko co Louis posiadał, miał dzięki
swoim rodzicom. On sam nie ma nic przeciwko temu. Louis lubił być
obgadywanym, lubił czuć zazdrość swoich kolegów z klasy, i
chciał aby każda dziewczyna go chciała. Oczywiście nieważne jak
wiele dziewczyn pożądało go, on i tak był lojalny swojej
dziewczynie od 7-ego roku życia, Eleanor Calder. Była ona trzecią
najlepszą uczennicą w roku, zaraz po jego najlepszym przyjacielu
Liam'ie Payne.
Cała ta trójka ma
ogromne plany na przyszłość; zdać na czele swoich klas,
przeprowadzić się do Londynu, i studiować na Oxfordzie.
Nieprzerywalne
dzwonienie jego budzika wyrwało go z marzeń. Chłopak westchnął i
uderzył w czubek budzika. Wytoczył się z łóżka przed tym jak
poszedł prosto do lustra, zobaczyć czy jakiekolwiek syfy pojawiły
się w ciągu nocy na jego twarzy. W końcu jeśli był perfekcyjnym
uczniem i synem, musiał być równie perfekcyjny w wyglądzie.
Jedynej rzeczy jakiej w sobie nie lubił był jego brzuch i jego
grube, kobiece uda. Rok temu jego matka zatrudniła osobistego
trenera, kiedy jego żywieniowe nawyki wymykały się z kontroli.
Jeśli być szczerym to nie była jego wina, tylko raczej jego
rodziców( a dokładniej ich szefa kuchni), który serwował pięć
posiłków dziennie na stole. Obrócił się bokiem i położył rękę
na brzuchu, który był tam zawsze. Wciągnął brzuch ponieważ to
sprawiało, że wyglądał na chudszego. Westchnął, wchodząc do
garderoby i zabierając się za wybór koszulki na dzisiejszy dzień.
Miesiąc temu wymienił całą swoją garderobę, tuż przed
początkiem szkoły. W większości były to dopięte na ostatni
guzik koszule, marynarki, swetry z dekoltem w kształcie V, ciasne
jeansy i szelki. Zamiast conversów( które rzadko nosił) ma teraz
TOMS-y, i oczywiście eleganckie buty, które były częścią jego
mundurku.Po tym jak się umył i ubrał, zabrał swój wcześniej
spakowany plecak i zszedł na dół, za pomocą długich, kręconych
i ozdobnych schodów. W jadalni znalazł swoją rodzinę, czekającą
na niego po to aby mogli zmówić modlitwę przed zaczęciem posiłku.
Louis usiadł obok Lottie i upuścił torbę obok nóg krzesła,
zanim złączył ręce z rodziną.
-Masz jakieś plany
na dzisiaj? - jego matka zapytała, patrząc na niego z drugiego
końca stołu.
-Um. Nie, nie sądze.
- Lou odpowiedział krojąc jajka. - Czemu się pytasz?
-Twój tata i ja
mamy przyjęcię w Londynie dzisiaj, więc Elena najprawdopodobniej
przyjdzie do nas na noc.
Elena była ich
nianią od kiedy Louis był małym dzieckiem, nieważnym jest, że
Louis potrafi zadbać o samego siebie w jego wieku, dziewczynki nadal
potrzebowały kogoś do opieki a Louis nie mógł się nimi zajmować.
Kiedy skończyli jeść, jedna z ich służących przyszła
posprzątać, a każdy z członków rodziny udał się w stronę
samochodu czekającego na nich na zewnątrz, gotów aby zabrać ich
do szkoły. Bliźnięta zaczynały trzecią klasę, Felicite
zaczynała siódmą klasę, a Lottie ósmą. Kiedy dotarł do szkoły-
nie mógł nic na to poradzić- ale uśmiechał, ponieważ mógł
poczuć wiele par oczu na sobie. Poprawił plecak i ruszył naprzód,
posyłając kilka uśmiechów grupce dziewczyn stłoczonych i
szturchających siebie nawzajem. Dziewiąta klasa, pomyślał
potrząsając głową.
Spotkał Liama tuż
obok ich klasy, rozmawiającego z Barbarą Palvin i Eleanor. Znał
Barbarę; głównie dlatego, że dobrze wygląda, ale też z powodu
plotki chodzącej po szkole, mówiącej o tym że sypia z Niallem
Horanem, blondynem z Irlandii, który w wieku 12 lat zaczął
uczęszczać do szkoły po drugiej strony ulicy.
Jeżeli na świecie
miałaby być jedna rzecz na świecie, której Louis nie znosił, był
to fakt że publiczna szkoła znajduję się naprzeciwko takiej
szkoły jak jego. To było niestosowne w jego mniemaniu, umieścić
dwustu ludzi w gównianym bydunku, naprzeciwko najlepszej szkoły w
Doncaster. Co najlepsze, jego ławka na przedzie klasy, tuż przy
oknie. Jedyne co musiał zrobić to obrócić głowę w lewo i mógł
zobaczyć stary budenek. Codziennie przechodził obok tej szkoły,
dążąc do miejsca gdzie jego prywatny szofer powinien go odbierać..
Można powiedzieć, że za każdym razem Louis czuł się obrzydzony.
Te dzieciaki nie miały jakichkolwiek manier; pluły na ziemię,
paliły publicznie, głośno się śmiejąc i przeklinając jak
szewc. Nie noszą nawet mundurków, a niektórzy z nich mają
tatuaże, które, wedle opinii Louis'a były kompletnym brakiem
szacunku dla ich ciała. A przy okazji. Na dodatek Barbara- podobno -
uprawia seks częściowo odurzona. Louis, ponieważ jego rodzice
nauczyli go, że najlepiej będzie zaczekać z tym aż do ślubu.
Eleanor i on złożyli sobie obietnicę rok temu, i nie ma on
problemu z zwykłym całowaniem czy przytulaniem.
-Co tam? - Louis
zapytał, kiedy do nich doszedł. - Cześć kochana.
Eleanor odwróciła
się w jego stronę i szybko cmoknęła go w usta, przed tym jak
złączyła ich palce.
-O czym rozmawiacie?
-O moich urodzinach
-Kiedy to?
-Dzisiaj.
-Oh. Wszystkiego
najlepszego, w takim razie. - odpowiedział, nie przejmując się
zbytnio faktem, że zapomniał o urodzinach najlepszej przyjaciółki
swojej dziewczyny.
-Urządzam imprezę
w moim domu dzisiaj, i omawiałam szczegóły z Liamem i El. -
Barbara poinformowała go. - Moi rodzice są poza miastem, więc
pomyśleliśmy, że możemy zapytać siostrę Liam'a o kupienie nam
szampana.
-Taste of Diamonds,
mam nadzieję. - powiedziała Eleanor na co Barbara kiwnęła głową
jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
-Ale możemy zdobyć
tylko dwie butelki.
-Powinno wystarczyć.
Kto przychodzi? - Louis zapytał.
-Około
pięćdziesięciu ludzi.
Dzwonek zadzwonił,
przypominając że ich test z historii zaraz się zacznie, ale
Barbara zdołała ich jeszcze poinformować, że impreza zaczyna się
o siódmej i może trwać do północy, a nawet dłużej.
Obowiązkowym stylem było coś pomiędzy normalnym a wizytowym
strojem, a Louis wiedział już że ubierze swojej czerwone jeansy,
białą bluzę i niebieskie TOMS-y. Chłopak ukończył swój test w
trzydzieści minut, a zaraz potem znudził się na tyle, aby zacząć
obserwować szkołę naprzeciwko ulicy. Czasami zastaniawał
się(bardzo rzadko, i tylko wtedy kiedy był niesamowicie znudzony)
jak to by było gdyby chodził do publicznej szkoły. Czy oni w ogóle
mają ogrzewanie? Czy mają basen i kawiarnie? Ile łazienek mają?
Czy jest tam czysto? Czy ludzie naprawdę uprawiają seks w łazienka,
jak w filmie, który kiedyś obejrzał wraz z Liamem? Jak imprezują?
Prawdopodobnie piją najtańsze piwo jakie mogą znaleźć, palą
najtańsze fajki, które kradną od swoich rodziców. Louis nigdy się
nie upił, albo naćpał, i jeśli to ma znaczenie nigdy nie dotknął
papierosa, nawet opuszkiem palca, i nie miał zamiaru. Raz tylko
dostał fajkę od sprzedawcy cygaro, podczas wakacji na Karaibach.
Kiedy lekcja się
zakończyła, a nauczyciel skończył zbierać sprawdziany,
uśmiechnął się sam do siebie przed tym jak podszedł do ławki
Eleanor, chcąc porozmawiać o zostaniu na noc u Barbary po imprezie.
Oczywistym była jej zgoda. Louis poprawił jeszcze raz kołnierz
koszulki, przed tym jak obrócił się plecami do lustra i spojrzał
na swój masywny tyłek. Nienawidził go kompletnie. To było
oczywiste, jego brzuch i tyłek były jego największymi(i jedynymi)
wadami. I obcisłe, białe jeansy, które miał na sobie nie pomagały
w ich ukryciu w ogóle.
Jednak kiedy miał
zamiar je zmienić na luźniejsze, do drzwi zapukała Esmeralda (
jedna ze służących, i jedyna której imię znał Louis ).
Zawiadomiła go, że Eleanor ( i jej szofer ) czekają na dole na
niego. Nie mógł się doczekać kiedy będzie miał 18 lat.. Za trzy
miesiące, w końcu będzie mógł zdobyć prawo jazdy, i dostanie
obiecane przez ojca Lamborghini.
Do domu Barbary
dotarli dziesięć minut później. Dom był znacznie mniejszy niż
jego, ale mimo tego dobrze wyglądał i dużo kosztował. Przy
wjeździe do garażu stały trzy samochody; Bentley, Bugatti Veyron i
nowiuśkie BMW z czerwoną kokardką na sobie, to mógł być tylko
prezent urodzinowy dla Barbary.
Zadzwonili na
domofon, a brama umożliwiła im wjazd, otwierając się szeroko.
Kiedy dotarli pod drzwi frontowe, Barbara otworzyła je, witając ich
zanim odebrała od nich podarunki. Louis kupił dla niej naszyjniki
od Tiffaniego, a Eleanor oryginalne, skórzane spodnie z Burberry.
Cała trójka wymieniła się pocałunkami w policzek.
Kiedy weszli do
salonu, mogli ujrzeć około pięćdziesięciu ludzi, rozmieszczonych
po całym pokoju, rozmawiających między sobą i popijających w
międzyczasie szampana. Lou oblizał swoje usta, i spytał Barbary o
kieliszki z szampanem. Trzydzieści minut później znalazł się na
kanapie. Pomiędzy Barbarą a Eleanor, rozmawiając o Pani Ridge,
która najwyraźniej nie wiedziała ile cieniu do powiek powinna
użyć. I wtedy usłyszeli, coś na kształt drzwi uderzających o
ścianę, na tyle mocno aby cały dom to usłyszał. Louis spanikował
na chwilę. Ale zobaczył uśmiechającą się Barbarę, która
wstawała z kanapy. Usłyszał krzyki, śmiechy i kilka słów z
irlandzkim akcentem w sobie. Wszystkie te doznania sprawiły, że
chłopak miał ochotę skulić się jak małe dziecko. Westchnął
kiedy zobaczył kolejnych pięćdziesięciu ludzi wchodzących do
pokoju. Kiedy w rogu zobaczył blondyna całującego w policzek
Barbarę, trzymającego w ręku sześciopak piwa, wiedział.
Impreza uczniów z
prywatnej szkoły została zdominowana przez uczniów ze szkoły
publicznej. Wiedział, że przegra.
Harry Styles obudził
się tego piątkowego ranka, czując ogromnego kaca. Jego głowa
boleśnie pulsowała, a pokój dziwnie obracał się wkoło. Jęknął
kiedy spojrzał na swój telefon, który wskazywał 9:30. Nie pojawił
się już na dwóch pierwszych lekcjach, ale nie przejmował się
zbytnio.
Podrapał się po
głowie, siadając po czym obejrzał się wokół siebie. W jego
łóżku była dziewczyna, a po jego drugiej stronie chłopak.
Niekompletne wspomnienia dotyczące tego trójkącika pojawiły się
w jego mózgu. Zepchnął dziewczynę z łóżka, aby mógł pójść
się ubrać. Nie był w humorze na szkołę, mówiąc szczerze, ale
musiał być na dziesięciu lekcjach tygodniowo co najmniej, taki
warunek postawił mu dyrektor na początku roku szkolnego.
Jeśli będziesz
na dziesięciu lekcjach tygodniowo, nie zostaniesz wydalony...
Pieprzony idiota.
Dwa
lata temu przeprowadził się z Holmes Chapel do Doncaster z powodu
drugiego wydalenia ze szkoły, a jego rodzice zdecydowali się
rozwieść. Skończył ze
swoją matką, kucharką pracującą w lokalnej piekarni kilka bloków
dalej od ich małego, ciasnawego domu, w którym żył razem ze swoją
siostrą, która od trzech lat chodzi na uniwerek. Tam uczy się
medycyny, i prawdopodobnie już nigdy nie wróci. Ich obecne miejsce
zamieszkania było o wiele gorsze, niż to w Holmes Chapel, głównie
przez to, że miał mały pokój, z podwójnym łóżkiem i biurkiem,
którego i tak nigdy nie używał.
Harry
nienawidził szkoły z całego serca, uważał ją za zbędną.
Zawalił ostatni rok, więc musi go
powtarzać.
Nie planuje iść na Uni*, a nawet jeśli by chciał, nie ma na to
pieniędzy. Głównie przez to, że wydaje je na tatuaże i
narkotyki. Jego ostatnim nabytkiem jest okrągły kolczyk w wardze i
piercing na brwi. Ma również kolczyk w języku, który okazjonalnie
wyjmował.
Po
tym jak obudził pozostałą dwójkę, i wyprosił ich z domu, wziął
prysznic po czym ubrał się. Ubrał swój codzienny strój, t-shirt
z logiem zespołu, obcisłe czarne jeansy, i kilka bransoletek z
zespołami aby ukryć swoje blizny(nie robił tego często, tylko
wtedy kiedy musiał wziąć swoje życie w garść) i do tego parę
czarnych Vansów. Miał kilka par wysokich Conversów, ale jego matka
– z czystej złości – nie wyprała ich, więc nie mógł ich
nałożyć.
Jego
mama zostawiła mu kartkę na lodówce, mówiącą mu, że ma
dodatkową zmianę nocną w piekarni. Zostawiła mu dwudziestkę na
stole, na cały dzień, a Harry zastanawiał się czy wiedziała, że
spędzi go biorąc zioło, czy już po prostu o to nie dbała.
Opuścił
dom z bananem w ręku, i plecakiem przewieszonym przez jego prawe
ramię. Chłopak mieszka o
stację autobusową od szkoły, więc codziennie korzysta z bus'a.
Spojrzał na budynek po
drugiej stronie budynku, wysiadając z autobusu. Nie lubił wielu
rzeczu, i ludzi; tylko jego kumpli i swoją mamę, a i ją
okazjonalnie. Jednak jeśli na świecie była jedna rzecz, której
absolutnie nienawidził, byli to snobistyczni uczniowie, którzy
chodzili do prywatnej szkoły naprzeciwko ulicy.
Widział
ich prawie każdego dnia(mowa o dniach, w których był w szkole),
przyjeżdżających i odjeżdżających w swoich samochodach, które
kosztowały więcej niżeli jego całe życie, rzucających
obrzydzone spojrzenia, kiedy wychodzili ze szkoły. Każdy z nich
myślał, że są lepsi od innych, jednak jeśli by nad tym pomyśleć,
bez pieniędzy ich rodziców, byliby oni nikim.
Dotarł
do szkoły wraz z dzwonkiem, więc zdecydował się spotkać z Zaynem
i Niallem w ich miejscu, z tyłu budynku, gdzie palacze zazwyczaj
spotykają się.
Szkoła
miała zerową tolerancję dla palenia, picia czy innych używek, a
Harry miał zerową tolerancję dla szkolnych zasad. W miejscu
spotkań było już kilka ludzi, jednak Harry zdołał spostrzec
Nialla i Zayna w rogu, wyciągających swoje fajki.
Obydwaj
pochodzą z normalnych rodzin( a bynajmniej z dwójką rodziców,
rodzeństwem i dobrą sytuacją finansową). Harry mógł bardziej
dopasować się do Zayna, ponieważ obydwoje mieli tatuaże, i lubili
kiedy były na haju.. Zwłaszcza jeśli miałoby to być codziennie.
Z kolei Niall wołał napić się codziennie, jednak nie narzekał
kiedy zapalił joint'a od czasu do czasu.
-Czy
ty właściwie umyłeś swoje włosy? - Harry zapytał Nialla, kiedy
tylko znalazł się w jego zasięgu słuchu. Spojrzeli na niego, a
blondyn przewrócił oczyma, z kolei Zayn był zbyt zajęty paleniem
papierosa.
-Co
za okazja?
-Urodziny
Barbary są dzisiaj. - odpowiedział Niall, kiedy Harry znalazł
paczkę fajek w swojej bluzie.
Barbara
Palvin była prawdopodobnie jedyną osobą, którą Harry lubił z
szkoły snobów. Była ładna, wiedziała jak się zabawić, nie
wspominając o jej niesamowitym ciele.
Niall
poznał ją podczas zeszłych wakacji, na jakiejś imprezie w klubie
do którego postanowił wejść. Na początku to był zwykły seks,
dopóki Niall nie spytał się o bycie parą. Teraz byli dwa tygodnie
przed swojej pierwszej rocznicy.
-I
zaprosiła ciebie? - Zayn zapytał się sugestywnie, podając dla
Loczka zapalniczkę.
Niall
skinął głową, wypuszczając głową.
-Ma
imprezę.
-Imprezę?
Z jej snobistycznymi znajomymi? - odfuknął Harry.
Niall
potwierdził, kiwając głową.
-Tak
naprawdę to sam nie wiem, czy mam ochotę iść.
-Ale
umyłeś włosy! - Zayn zaprotestował, drwiąc z niego.
-Odpieprz
się.
Harry
oddał dla Zayn'a zapalniczkę, mrugając do niego.
-Mam
pomysł. - powiedział Mulat, przerywając panującą wśród nich
ciszę. - Chodźcie, zmiażdżymy* tę imprezę.
-Chcesz
zmiażdżyć imprezę prywatnej szkoły? - Harry zaśmiał się. -
Prawdopodobnie zadzwonią na gliny kiedy tylko zobaczą nasze
tatuaże, ziom. I czy przypadkiem Barbara nie ze złości się kiedy
zniszczymy imprezę na której jedyną używką będzie szampan, a
przyjemnością naśmiewanie się z biedniejszych ludzi?
-Jakby
cię to obchodziło. - odpowiedział blondyn. - I nie sądzę, żeby
była. Nie ma problemu przychodząc na nasze imprezy więc....
-Wchodzisz
w to? - Zapytał Zayn, obracając głowę do Harrego, który wzruszył
ramionami.
-Nie
mam nic lepszego do roboty.
-Bierzesz
kogoś jeszcze?
-Tylko
kilku kumpli.
Co
oznaczało że około stu ludzi skończy idąc z nimi, Niall był
zawsze duszą towarzystwa, z wieloma kontaktami.
-A
co z alkoholem? - zapytał Loczek.
-Prawdopodobnie
będą mieli tylko szampana, jak powiedziałeś, więc skoczymy do
Tesco i kupimy trochę piwa i wódki. - zasugerował Niall, biorąc
ostatniego bucha swojego papierosa, przed tym jak upuścił go na
ziemię i ugasił butem.
-Mogę
wziąć Tequilę i zioło. - dopowiedział Zayn.
-Zero
koki? - zapytał Harry, lekko zawiedziony.
-Nie
dzisiaj.
Harry
zrobił nadąsaną minę, a oczy Zayn'a zjechały na jego usta na
chwilę przed tym jak zadzwonił dzwonek.
-Potem
panienki, jeśli nie dotrę na czas na trygonometrię, Pani Healey
urwie mi łeb – powiedział Irlandczyk, klepiąc ich po plecach,
przed tym jak zniknął zresztą ludzi uciekających do klas.
Harry
odwrócił się do Zayn'a, który kończył papierosa.
-Co
masz teraz? - Harry spytał go zanim wziął ostatnie dwa buchy.
-Wf.
-Nienawidzisz
go.
-Co
z tego?
Harry
wyrzucił swoją fajkę poza płot.
-Ucieknij
ze mną.
-Czemu?
-Wiesz
czemu. - odpowiedział Harry i uśmiechnął się; przed tym jak
podszedł do Zayna, przyciskając go do ceglanej ściany i nachylając
się nad nim złaczając ich usta razem. .
Kilka
minut później Harry był na swoich kolanach, a trzydzieści minut
potem przyszli do klasy z zasinionymi ustami i rozczochranymi
włosami.
Później
tego dnia, po tym jak Harry i Niall poszli kupić alkohol(cztery
sześciopaki piwa, dwie butelki wódki i jednego Jägermeister) za
Niall'a pieniądze, poszli do jego domu po to aby mógł się
przebrać. Harry nie dbał o to, ponieważ nadal pachniał drogą
wodą kolońską, która ukradł miesiąc temu.
Przyjechali
przed dom Barbary, kiedy było już tam około pięćdziesięciu
ludzi, zebranych tam razem, trzymających w rękach alkohol, jedzenie
i małe torebeczki pełne zioła.
-O
ziom, to będzie zajebiste! Impreza w domu bogaczy, o kurwa! - w
głosie Zayn'a można było usłyszeć wyraźną ekscytację, kiedy
Niall otworzył drzwi prowadzące do ogrodu, za pomocą klucza który
dała mu Barbara kilka miesięcy temu, aby mógł ją odwiedzać
kiedy tylko chcę bez zwracania na siebie uwagi rodziców.
-Proszę
powiedz, że to co słyszę nie jest muzyką klasyczną. - Harry
powiedział do Zayna, kiedy podążali za Niallem przez ogromny
ogród, Oczywiście był tam basen i bar.
-Sądzę
że to jest muzyka klasyczna. - Mulat zaśmiał się, potrząsając
głową. W tym samym momencie Niall otworzył drzwi, które uderzyły
w ścianę.
Barbarę
spotkali w połowie salonu, i kiedy tylko oczy Harrego padły na
scenę, fuknął.
Żyrandole
zwisające z sufitu rozświetlonego pokoju, dwie butelki najdroższego
szampana na świecie(Harry wiedział to na bank) stały otwarte na
stole, a ludzie dosłownie rozmawiali, słuchając muzyki klasycznej.
To
musiał być żart, ale wyraz ich twarzy był jeszcze bardziej
zabawny.
Louis
nie zareagował na początku. Nie mógł znaleźć słów, a to nie
zdarzało się często. Tam naprawdę byli ludzie z publicznej
szkoły, w salonie Barbary, ubrani w podarte, ciasne jeansy, w
ekstremalnie krótkich kurtkach i w nieprzyzwoitych t-shirtach.
Był
kompletnie przerażony ilością alkoholu, która znalazła się na
stole jadalnym, i liczbą czerwonych kubków umieszczonych obok nich.
Prawdopodobnie nie były nawet czyste.
Bóg
wie skąd je ukradli.
Rozejrzał
się wkoło, upewniając się że nie był jedynym zaszokowanym. Nie
dłużej niż minutę później cały pokój był pogrążony w
ciemności, no prawie, jedynym światłem były małe kolorowe
lampki, które zmieniały kolor co trzy minuty – a ludzie z
publicznej zaczęli tańczyć i śmiać się z czerwonymi kubkami w
ich rękach.
Louis
był zaskoczony, i lekko wkurzony kiedy zobaczył jego znajomych
chwytających czerwone kubki ze stołu, zapełniając je bóg wie
czym i dołączających do tłumu tańczących. Eleanor wzruszyła
ramionami kiedy zobaczyła Barbarę dosłownie pijącą piwo z
butelki, którą dzieliła z Niallem, wówczas kiedy ocierała się o
niego.
-To
jest skandaliczne! - Louis wyszeptał do Eleanor, śledząc ją do
stołu, gdzie chwyciła kubek z czymś zwanym „Bacardi Breezer”.
Usłyszał
śmiech za sobą i odwrócił się, gotów powiedzieć mu aby się
odpieprzył.
Louis
był kompletnie zaszokowany kiedy zobaczył gościa, który był
wyższy o około głowę, i patrzył się na niego z rozbawionym
wyrazem twarzy. Miał na sobię koszulkę z logiem Roliing Stones,
która pokazywała jego umięśnione ręce pokryte w tatuażach od
ramienia do prawie samych czubków palców. Miał również kolczyk w
wardze i brwi.
-Mogę
ci jakoś pomóc? - Louis zamrugał, kładąc jedną rękę na
biodro.
Nieznajomy
potrząsnął głową. - Chcę po prostu trochę wódki,a ty stoisz
mi na drodze.
Oh,
kolczyk w języku miał również. Jak słodko. Louis odsunął się
na bok, aby dać obcemu więcej miejsca. Obserwował go wówczas
kiedy tamten postawił mały kieliszek na stole, przed tym jak
wypełnił go wódką, i wypił go w dwie sekundy.
-Chcesz
jednego?
-Nie,
dziękuje. Muszę znaleźć moją dziewczynę.
Brwi
wyższego powędrowały do góry, kiedy się uśmiechał, ale Louis
odwracał się już od niego i poszedł prosto w stronę Eleanor,
która ponownie siedziała na kanapie. Usiadł tuż obok niej, a ona
uśmiechnęła się do niego, umieszczając pusty czerwony kubek na
stole, który jakimś cudem został wypełniony telefonami. Louis był
pewien że nawet ich łączna wartość była mniejsza niżeli
wartość jego stroju.
Bóg
wie gdzie je ukradli.
-Louuuuis.
- powiedziała Eleanor,a Louis obrócił głowę w jej stronę.
Dziewczyna uśmiechnęła się i zachichotała, zapewne była już
pijana, ponieważ nigdy wcześniej nie miała alkoholu w ustach, więc
jej tolerancja wynosiła 0.
-Co?
-Pocałuj
mnie.
Zrobił
to, ponieważ dziewczyna chwyciła jego kołnierz i szarpała za
niego. Chwycił jej pomalowane usta pomiędzy swoje i zaczął je
ssać; nigdy nie próbował nawet polizać jej ust z powodu jej
drogich szminek/błyszczyków, nie chciał rujnować jej makijażu;
dlatego przyzwyczaił się i pogodził się z powtarzaniem
pocałunków, czasami ssaniem i gryzieniem jej ust, ale nic więcej.
Jeżeli
dobrze wiedział(a wiedział), nikt poza Barbarą i dwójką
chłopaków w klasie nie uprawiał seksu. Wszyscy czekali do ślubu,
i to było w porządku wedle Louisa.
Kiedy
odsunął się od Eleanor był zaskoczony widząc ją, zbliżającą
się do niego i całującego go w szyję. Wiedział, że powinno to
sprawić iż dobrze będzie się czuł, ale to było jakby dosłownie
jego matka całowała go w szyje. Zmartwiło go to trochę, ale nie
przejął się tym zbytnio.
Kilka
minut później, był wepchany w Eleanor(którą wgnietli z kolei w
barierkę) przez dzięsięciu obcych ludzi, rozpychających się na
dwóch kanapach wokół niskiego stoliczka. Reszta ich przyjaciół
tańczyła na parkiecie lub … była w kącie. Louis był zdziwiony.
Rozpoznał gościa, z którym spotkał się wcześniej. Tego wyższego
z piercingiem i tatuażami. Siedział on pomiędzy nieznajomym z
grzywką postawioną do góry, a Barbarą która siedziała obok
Niall'a, a ten siedział obok Louisa.
Wiedział od razu że
mają zamiar to zrobić, kiedy tylko zobaczył czarnowłosego
chłopaka wyjmującego małe pudełeczko zioła na stół.
Oni biorą
narkotyki. Biorą nielegalne narkotyki tuż pod moim nosem.
Louis
nie miał pojęcia jak zareagować, nie mógł się ruszyć. Jedyne
co potrafił zrobić, to gapić się na gościa w skórzanej kurtce z
tatuażami, który zaczął zwijać jointy.
-Zayn,
ziom, pośpiesz się – powiedział Niall, kładąc rękę na udzie
Barbary i posuwając ją w górę i w dół.
-Nie
jestem pieprzoną ośmiornicą, okey? - Zayn odpowiedział,a Louis
zmarszczył brwi na dźwięk brzydkich słów. Nigdy nie znał kogoś,
kto by tak mówił. Jego rodzice nauczyli go kultury.
Wszyscy
wokół stołu dostali joint'a, oprócz Louisa i Eleanor którzy
potrząsnęli swoimi głowami kiedy Niall zaoferował im.
Louis
nie mógł nic na to poradzić, ale zezłościł się kiedy usłyszał
śmiech gościa z piercingiem, a potem jego mamrotane ''oczywiście''.
Nie przeszkadzało mu obserwowanie (nawet trochę imponowali mu, ale
nie przyznałby się do tego nigdy) ich kiedy powoli odpływali i
zaczynali śmiać się; rozmawiając wówczas gdy dym zanieczyszczał
powietrze.
-Harry,
kumplu – powiedział Zayn, zanim wziął głębokiego bucha trawy i
obrócił się do wytatuowanego gościa w koszulce z Rolling
Stones'ami, który najwyraźniej nazywał się Harry.
Louis
nie miał nawet czasu na przygotowanie się do takiego widoku.
Zamrugał kiedy zobaczył Zayn'a pociągającego za tył karku
Harrego, przyciągając go do swoich ust, obydwaj otworzyli swe usta.
To jest... To
jest gejowskie! Czy oni są gejami?
Kiedy
odsunęli się od siebie, Harry wypuścił dym,który najwidoczniej
był wcześniej w Zayn'a ustach. Czemu tylko Louis był zaszokowany
faktem, że dwóch chłopców praktycznie pocałowali się nawzajem.
Wstał
po chwili, bo czuł że jego ciuchy zaczynają przesiąkać dymem, a
to była ostatnia chwila jakiej teraz potrzebował. Skupił się na
Eleanor, która jeździła ręką po swoim udzie i mizdrzyła się do
jego ucha, będąc do niego praktycznie rzecz biorąc przyklejona jak
taśma. Wzięła kilka buchów z Niall'a zaoferowanych jointów, a
teraz była niesamowicie odurzona.
Zirytowało
to Louisa odrobinę, i zaskoczyło kiedy znienacka dziewczyna
wsadziła swoją rękę w jego spodnie- i ponownie- powinno to
sprawić że dobrze się poczuje, ale tak nie było. Czuł na sobie
kilka par oczu na sobie, i nagle zobaczył Harrego potrząsającego
głową, który wstał i powiedział że musi iść do łazienki.
Louis
ochlapał swoją twarz zimną wodą, a potem wysuszył ręcę za
pomocą ręcznika, poprawił grzywkę w lustrze, i wyszedł z
łazienki.
Zamarł
martwy w drodze, kiedy zobaczył dwóch chłopaków wyraźnie
dobierających się do siebie na ścianie, naprzeciw łazienki, a
potem zorientował się że to Harry i Zayn. Z jednej strony czuł
się oszołomiony, a z drugiej strony z jakiegoś powodu, jego
spodnie zaczynały być coraz ciaśniejsze.
Szybko
ich wyminął, wracając do salonu aby znaleźć Liama i może
Eleanor.
Chciał
iść do domu, jeśli miał być szczery, nie czuł już tej imprezy.
W całym salonie, byli spoceni i miziający się ze sobą ludzie lub
palący i pijący nielegalnie.
Louis
chwycił w ramiona swoją dziewczynę, Eleanor. Spojrzała się na
niego, uśmiechając się leniwie.
-Co
tam Lou? - spytała się go, biorąc swą rękę ponad jej sukienkę
z Chanel.
-Jest
prawie północ, może powinniśmy wracać? Ludzie z naszej szkoły
zaczynając wychodzić.
Eleanor
obejrzała się wkoło, aby zobaczyć że tak naprawdę wszyscy poza
Barbarą już wyszli, a impreza została przejęta przez ludzi z
publicznej.
-Jasne,
chodźmy. Ale czy mógłbyś wziąć nasze płaszcze z kanapy? -
zapytała, na co on kiwnął twierdząco głową, całując ją w
policzek.
Louis
dosłownie wszedł na Harrego, pieprzącego Zayn'a na ścianie,
naprzeciw szatni. Jego głowa była schowana w jego szyi, kiedy
wydawał z siebie pornograficzne jęki. Zatrzymali na nim swój
wzrok, i dopiero wtedy Louis zareagował, natychmiastowo; ruszył do
szatni po płaszcze i dosłownie wybiegł stamtąd przerażony na
śmierć.
Zdecydował
nie mówić nic o tym co widział dla Eleanor. Kiedy wracali
samochodem chłopak rozmyślał o tym co powiedzieliby inni o dwóch
mężczyznach robiących czegoś co facet powinien robić z żoną.
W
swojej głowie, tej nocy, miał lekki kryzys, podczas gdy leżeli
razem z El u niego w łóżku zwinięci w łyżeczki(Louis zawsze był
tą małą łyżeczką, głównie dlatego że dziewczyna była
odrobinę wyższa od niego), robili tak ponieważ nie uważał tego
za obrzydliwe w odróżnieniu od swoich rodziców i wszystkich
innych, którym to powiedział.
To
był jeden z tych momentów, w którym cieszył się że był tą
małą łyżeczką, ponieważ jego penis był twardy, w jego
bawełnianych pidżamach, i jak bardzo by chciał sobie ulżyć,
wiedział że dotykanie samego siebie jest grzechem, więc skończył
idąc do łóżka z erekcją, czymś co nigdy wcześniej się nie
zdarzało.
Nie
był pewien czy lubił to czy nie.
*St.Mark's Private School - w dalszej części opowiadania nazwa ta jest spolszczona, jednak tutaj chciałam żebyście ją znali(sama nie wiem czemu)
*szefem - w tym sensie, że nie pracuję ale nadal ma udziały w tej firmie. Czyli, jest takim tajemnym guru ;)
Mam nadzieję, że podoba się dalsze rozdziały w przyszłym tygodniu :)
Przepraszam za błędy, i życzę Miłego weekendu oraz tygodnia!
Kocham <3 Pozdrawiam ;*
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz