piątek, 11 lipca 2014

CHAPTER 1 - BABY HEAVEN'S IN YOUR EYES

Krótkie streszczenie: AU gdzie Harry jest zasranym złym chłopcem z za dużą ilością problemów, a Louis jest perfekcyjnym i obrzydliwie bogatym chłopcem, z za dużą ilością pieniędzy. Natomiast ich szkoły są dokładnie naprzeciwko siebie. Spotykają się na imprezie i jest to pierwsza( może jedyna ) rzecz, jakiej potrzebują.
Pary: punk harry/niewinny louis
Ostrzeżenie: ostry język, sexualny podtekst, wzmianki o samookaleczeniu, silne religijne wierzenia, i snobistyczne zachowania
Licznik słów: 5 tysięcy ~
Tak tylko małe ostrzeżenie: Louis jest religijnym, snobistycznym świętoszkiem, ale jest to ważne dla  opowiadania.




Louis Tomlinson obudził się pięć minut przed tym jak jego budzik powinien zadzwonić
tego piątkowego ranka. To mógł być czysty przypadek, lub mogło mieć to związek z faktem, że dzisiejszego dnia ma test z historii sztuki, który miał zamiar zdać bez problemu. Lou nie jest fanem przechwalania(tak, w pewnym sensie to robi), ale jest ''uczniem roku" od kiedy tylko jest w St.Mark's Private School*. Teraz jest w ostatniej klasie szkoły, gotowy do odebrania dyplomu i pójścia na uczelnię w Londynie aby studiować ekonomię, tak jak jego ojciec, a potem przejąć rodzinny biznes.
Jego ojciec jest szefem* największej firmy w Anglii, a jego matka jest najlepszym prawnikiem w tym kraju. Jego rodzice pobrali się rok przed urodzeniem się Louis'a, oraz przeprowadzili się z Londynu do Doncaster, gdzie jego ojciec pozostał tylko udziałowcem. Kupili oni wielką willę i poczęli pięć kolejnych córek oraz jednego syna. Byli również bardzo szanowaną rodziną w katolickiej społeczności tego miasta. Cała rodzina chodzi do kościoła co niedzielę, gdzie jego rodzice ofiarowują duże kwoty pieniędzy, zupełnie jak w jego szkole.
Dlatego można śmiało powiedzieć, że wszystko co Louis posiadał, miał dzięki swoim rodzicom. On sam nie ma nic przeciwko temu. Louis lubił być obgadywanym, lubił czuć zazdrość swoich kolegów z klasy, i chciał aby każda dziewczyna go chciała. Oczywiście nieważne jak wiele dziewczyn pożądało go, on i tak był lojalny swojej dziewczynie od 7-ego roku życia, Eleanor Calder. Była ona trzecią najlepszą uczennicą w roku, zaraz po jego najlepszym przyjacielu Liam'ie Payne.
Cała ta trójka ma ogromne plany na przyszłość; zdać na czele swoich klas, przeprowadzić się do Londynu, i studiować na Oxfordzie.
Nieprzerywalne dzwonienie jego budzika wyrwało go z marzeń. Chłopak westchnął i uderzył w czubek budzika. Wytoczył się z łóżka przed tym jak poszedł prosto do lustra, zobaczyć czy jakiekolwiek syfy pojawiły się w ciągu nocy na jego twarzy. W końcu jeśli był perfekcyjnym uczniem i synem, musiał być równie perfekcyjny w wyglądzie. Jedynej rzeczy jakiej w sobie nie lubił był jego brzuch i jego grube, kobiece uda. Rok temu jego matka zatrudniła osobistego trenera, kiedy jego żywieniowe nawyki wymykały się z kontroli. Jeśli być szczerym to nie była jego wina, tylko raczej jego rodziców( a dokładniej ich szefa kuchni), który serwował pięć posiłków dziennie na stole. Obrócił się bokiem i położył rękę na brzuchu, który był tam zawsze. Wciągnął brzuch ponieważ to sprawiało, że wyglądał na chudszego. Westchnął, wchodząc do garderoby i zabierając się za wybór koszulki na dzisiejszy dzień. Miesiąc temu wymienił całą swoją garderobę, tuż przed początkiem szkoły. W większości były to dopięte na ostatni guzik koszule, marynarki, swetry z dekoltem w kształcie V, ciasne jeansy i szelki. Zamiast conversów( które rzadko nosił) ma teraz TOMS-y, i oczywiście eleganckie buty, które były częścią jego mundurku.Po tym jak się umył i ubrał, zabrał swój wcześniej spakowany plecak i zszedł na dół, za pomocą długich, kręconych i ozdobnych schodów. W jadalni znalazł swoją rodzinę, czekającą na niego po to aby mogli zmówić modlitwę przed zaczęciem posiłku. Louis usiadł obok Lottie i upuścił torbę obok nóg krzesła, zanim złączył ręce z rodziną.
-Masz jakieś plany na dzisiaj? - jego matka zapytała, patrząc na niego z drugiego końca stołu.
-Um. Nie, nie sądze. - Lou odpowiedział krojąc jajka. - Czemu się pytasz?
-Twój tata i ja mamy przyjęcię w Londynie dzisiaj, więc Elena najprawdopodobniej przyjdzie do nas na noc.
Elena była ich nianią od kiedy Louis był małym dzieckiem, nieważnym jest, że Louis potrafi zadbać o samego siebie w jego wieku, dziewczynki nadal potrzebowały kogoś do opieki a Louis nie mógł się nimi zajmować. Kiedy skończyli jeść, jedna z ich służących przyszła posprzątać, a każdy z członków rodziny udał się w stronę samochodu czekającego na nich na zewnątrz, gotów aby zabrać ich do szkoły. Bliźnięta zaczynały trzecią klasę, Felicite zaczynała siódmą klasę, a Lottie ósmą. Kiedy dotarł do szkoły- nie mógł nic na to poradzić- ale uśmiechał, ponieważ mógł poczuć wiele par oczu na sobie. Poprawił plecak i ruszył naprzód, posyłając kilka uśmiechów grupce dziewczyn stłoczonych i szturchających siebie nawzajem. Dziewiąta klasa, pomyślał potrząsając głową.
Spotkał Liama tuż obok ich klasy, rozmawiającego z Barbarą Palvin i Eleanor. Znał Barbarę; głównie dlatego, że dobrze wygląda, ale też z powodu plotki chodzącej po szkole, mówiącej o tym że sypia z Niallem Horanem, blondynem z Irlandii, który w wieku 12 lat zaczął uczęszczać do szkoły po drugiej strony ulicy.
Jeżeli na świecie miałaby być jedna rzecz na świecie, której Louis nie znosił, był to fakt że publiczna szkoła znajduję się naprzeciwko takiej szkoły jak jego. To było niestosowne w jego mniemaniu, umieścić dwustu ludzi w gównianym bydunku, naprzeciwko najlepszej szkoły w Doncaster. Co najlepsze, jego ławka na przedzie klasy, tuż przy oknie. Jedyne co musiał zrobić to obrócić głowę w lewo i mógł zobaczyć stary budenek. Codziennie przechodził obok tej szkoły, dążąc do miejsca gdzie jego prywatny szofer powinien go odbierać.. Można powiedzieć, że za każdym razem Louis czuł się obrzydzony. Te dzieciaki nie miały jakichkolwiek manier; pluły na ziemię, paliły publicznie, głośno się śmiejąc i przeklinając jak szewc. Nie noszą nawet mundurków, a niektórzy z nich mają tatuaże, które, wedle opinii Louis'a były kompletnym brakiem szacunku dla ich ciała. A przy okazji. Na dodatek Barbara- podobno - uprawia seks częściowo odurzona. Louis, ponieważ jego rodzice nauczyli go, że najlepiej będzie zaczekać z tym aż do ślubu. Eleanor i on złożyli sobie obietnicę rok temu, i nie ma on problemu z zwykłym całowaniem czy przytulaniem.
-Co tam? - Louis zapytał, kiedy do nich doszedł. - Cześć kochana.
Eleanor odwróciła się w jego stronę i szybko cmoknęła go w usta, przed tym jak złączyła ich palce.
-O czym rozmawiacie?
-O moich urodzinach
-Kiedy to?
-Dzisiaj.
-Oh. Wszystkiego najlepszego, w takim razie. - odpowiedział, nie przejmując się zbytnio faktem, że zapomniał o urodzinach najlepszej przyjaciółki swojej dziewczyny.
-Urządzam imprezę w moim domu dzisiaj, i omawiałam szczegóły z Liamem i El. - Barbara poinformowała go. - Moi rodzice są poza miastem, więc pomyśleliśmy, że możemy zapytać siostrę Liam'a o kupienie nam szampana.
-Taste of Diamonds, mam nadzieję. - powiedziała Eleanor na co Barbara kiwnęła głową jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
-Ale możemy zdobyć tylko dwie butelki.
-Powinno wystarczyć. Kto przychodzi? - Louis zapytał.
-Około pięćdziesięciu ludzi.
Dzwonek zadzwonił, przypominając że ich test z historii zaraz się zacznie, ale Barbara zdołała ich jeszcze poinformować, że impreza zaczyna się o siódmej i może trwać do północy, a nawet dłużej. Obowiązkowym stylem było coś pomiędzy normalnym a wizytowym strojem, a Louis wiedział już że ubierze swojej czerwone jeansy, białą bluzę i niebieskie TOMS-y. Chłopak ukończył swój test w trzydzieści minut, a zaraz potem znudził się na tyle, aby zacząć obserwować szkołę naprzeciwko ulicy. Czasami zastaniawał się(bardzo rzadko, i tylko wtedy kiedy był niesamowicie znudzony) jak to by było gdyby chodził do publicznej szkoły. Czy oni w ogóle mają ogrzewanie? Czy mają basen i kawiarnie? Ile łazienek mają? Czy jest tam czysto? Czy ludzie naprawdę uprawiają seks w łazienka, jak w filmie, który kiedyś obejrzał wraz z Liamem? Jak imprezują? Prawdopodobnie piją najtańsze piwo jakie mogą znaleźć, palą najtańsze fajki, które kradną od swoich rodziców. Louis nigdy się nie upił, albo naćpał, i jeśli to ma znaczenie nigdy nie dotknął papierosa, nawet opuszkiem palca, i nie miał zamiaru. Raz tylko dostał fajkę od sprzedawcy cygaro, podczas wakacji na Karaibach.
Kiedy lekcja się zakończyła, a nauczyciel skończył zbierać sprawdziany, uśmiechnął się sam do siebie przed tym jak podszedł do ławki Eleanor, chcąc porozmawiać o zostaniu na noc u Barbary po imprezie. Oczywistym była jej zgoda. Louis poprawił jeszcze raz kołnierz koszulki, przed tym jak obrócił się plecami do lustra i spojrzał na swój masywny tyłek. Nienawidził go kompletnie. To było oczywiste, jego brzuch i tyłek były jego największymi(i jedynymi) wadami. I obcisłe, białe jeansy, które miał na sobie nie pomagały w ich ukryciu w ogóle.
Jednak kiedy miał zamiar je zmienić na luźniejsze, do drzwi zapukała Esmeralda ( jedna ze służących, i jedyna której imię znał Louis ). Zawiadomiła go, że Eleanor ( i jej szofer ) czekają na dole na niego. Nie mógł się doczekać kiedy będzie miał 18 lat.. Za trzy miesiące, w końcu będzie mógł zdobyć prawo jazdy, i dostanie obiecane przez ojca Lamborghini.
Do domu Barbary dotarli dziesięć minut później. Dom był znacznie mniejszy niż jego, ale mimo tego dobrze wyglądał i dużo kosztował. Przy wjeździe do garażu stały trzy samochody; Bentley, Bugatti Veyron i nowiuśkie BMW z czerwoną kokardką na sobie, to mógł być tylko prezent urodzinowy dla Barbary.
Zadzwonili na domofon, a brama umożliwiła im wjazd, otwierając się szeroko. Kiedy dotarli pod drzwi frontowe, Barbara otworzyła je, witając ich zanim odebrała od nich podarunki. Louis kupił dla niej naszyjniki od Tiffaniego, a Eleanor oryginalne, skórzane spodnie z Burberry. Cała trójka wymieniła się pocałunkami w policzek.
Kiedy weszli do salonu, mogli ujrzeć około pięćdziesięciu ludzi, rozmieszczonych po całym pokoju, rozmawiających między sobą i popijających w międzyczasie szampana. Lou oblizał swoje usta, i spytał Barbary o kieliszki z szampanem. Trzydzieści minut później znalazł się na kanapie. Pomiędzy Barbarą a Eleanor, rozmawiając o Pani Ridge, która najwyraźniej nie wiedziała ile cieniu do powiek powinna użyć. I wtedy usłyszeli, coś na kształt drzwi uderzających o ścianę, na tyle mocno aby cały dom to usłyszał. Louis spanikował na chwilę. Ale zobaczył uśmiechającą się Barbarę, która wstawała z kanapy. Usłyszał krzyki, śmiechy i kilka słów z irlandzkim akcentem w sobie. Wszystkie te doznania sprawiły, że chłopak miał ochotę skulić się jak małe dziecko. Westchnął kiedy zobaczył kolejnych pięćdziesięciu ludzi wchodzących do pokoju. Kiedy w rogu zobaczył blondyna całującego w policzek Barbarę, trzymającego w ręku sześciopak piwa, wiedział.
Impreza uczniów z prywatnej szkoły została zdominowana przez uczniów ze szkoły publicznej. Wiedział, że przegra.


Harry Styles obudził się tego piątkowego ranka, czując ogromnego kaca. Jego głowa boleśnie pulsowała, a pokój dziwnie obracał się wkoło. Jęknął kiedy spojrzał na swój telefon, który wskazywał 9:30. Nie pojawił się już na dwóch pierwszych lekcjach, ale nie przejmował się zbytnio.
Podrapał się po głowie, siadając po czym obejrzał się wokół siebie. W jego łóżku była dziewczyna, a po jego drugiej stronie chłopak. Niekompletne wspomnienia dotyczące tego trójkącika pojawiły się w jego mózgu. Zepchnął dziewczynę z łóżka, aby mógł pójść się ubrać. Nie był w humorze na szkołę, mówiąc szczerze, ale musiał być na dziesięciu lekcjach tygodniowo co najmniej, taki warunek postawił mu dyrektor na początku roku szkolnego.
Jeśli będziesz na dziesięciu lekcjach tygodniowo, nie zostaniesz wydalony... Pieprzony idiota.
Dwa lata temu przeprowadził się z Holmes Chapel do Doncaster z powodu drugiego wydalenia ze szkoły, a jego rodzice zdecydowali się rozwieść. Skończył ze swoją matką, kucharką pracującą w lokalnej piekarni kilka bloków dalej od ich małego, ciasnawego domu, w którym żył razem ze swoją siostrą, która od trzech lat chodzi na uniwerek. Tam uczy się medycyny, i prawdopodobnie już nigdy nie wróci. Ich obecne miejsce zamieszkania było o wiele gorsze, niż to w Holmes Chapel, głównie przez to, że miał mały pokój, z podwójnym łóżkiem i biurkiem, którego i tak nigdy nie używał.
Harry nienawidził szkoły z całego serca, uważał ją za zbędną. Zawalił ostatni rok, więc musi go
powtarzać. Nie planuje iść na Uni*, a nawet jeśli by chciał, nie ma na to pieniędzy. Głównie przez to, że wydaje je na tatuaże i narkotyki. Jego ostatnim nabytkiem jest okrągły kolczyk w wardze i piercing na brwi. Ma również kolczyk w języku, który okazjonalnie wyjmował.
Po tym jak obudził pozostałą dwójkę, i wyprosił ich z domu, wziął prysznic po czym ubrał się. Ubrał swój codzienny strój, t-shirt z logiem zespołu, obcisłe czarne jeansy, i kilka bransoletek z zespołami aby ukryć swoje blizny(nie robił tego często, tylko wtedy kiedy musiał wziąć swoje życie w garść) i do tego parę czarnych Vansów. Miał kilka par wysokich Conversów, ale jego matka – z czystej złości – nie wyprała ich, więc nie mógł ich nałożyć.
Jego mama zostawiła mu kartkę na lodówce, mówiącą mu, że ma dodatkową zmianę nocną w piekarni. Zostawiła mu dwudziestkę na stole, na cały dzień, a Harry zastanawiał się czy wiedziała, że spędzi go biorąc zioło, czy już po prostu o to nie dbała.
Opuścił dom z bananem w ręku, i plecakiem przewieszonym przez jego prawe ramię. Chłopak mieszka o stację autobusową od szkoły, więc codziennie korzysta z bus'a. Spojrzał na budynek po drugiej stronie budynku, wysiadając z autobusu. Nie lubił wielu rzeczu, i ludzi; tylko jego kumpli i swoją mamę, a i ją okazjonalnie. Jednak jeśli na świecie była jedna rzecz, której absolutnie nienawidził, byli to snobistyczni uczniowie, którzy chodzili do prywatnej szkoły naprzeciwko ulicy.
Widział ich prawie każdego dnia(mowa o dniach, w których był w szkole), przyjeżdżających i odjeżdżających w swoich samochodach, które kosztowały więcej niżeli jego całe życie, rzucających obrzydzone spojrzenia, kiedy wychodzili ze szkoły. Każdy z nich myślał, że są lepsi od innych, jednak jeśli by nad tym pomyśleć, bez pieniędzy ich rodziców, byliby oni nikim.
Dotarł do szkoły wraz z dzwonkiem, więc zdecydował się spotkać z Zaynem i Niallem w ich miejscu, z tyłu budynku, gdzie palacze zazwyczaj spotykają się.
Szkoła miała zerową tolerancję dla palenia, picia czy innych używek, a Harry miał zerową tolerancję dla szkolnych zasad. W miejscu spotkań było już kilka ludzi, jednak Harry zdołał spostrzec Nialla i Zayna w rogu, wyciągających swoje fajki.
Obydwaj pochodzą z normalnych rodzin( a bynajmniej z dwójką rodziców, rodzeństwem i dobrą sytuacją finansową). Harry mógł bardziej dopasować się do Zayna, ponieważ obydwoje mieli tatuaże, i lubili kiedy były na haju.. Zwłaszcza jeśli miałoby to być codziennie. Z kolei Niall wołał napić się codziennie, jednak nie narzekał kiedy zapalił joint'a od czasu do czasu.
-Czy ty właściwie umyłeś swoje włosy? - Harry zapytał Nialla, kiedy tylko znalazł się w jego zasięgu słuchu. Spojrzeli na niego, a blondyn przewrócił oczyma, z kolei Zayn był zbyt zajęty paleniem papierosa.
-Co za okazja?
-Urodziny Barbary są dzisiaj. - odpowiedział Niall, kiedy Harry znalazł paczkę fajek w swojej bluzie.
Barbara Palvin była prawdopodobnie jedyną osobą, którą Harry lubił z szkoły snobów. Była ładna, wiedziała jak się zabawić, nie wspominając o jej niesamowitym ciele.
Niall poznał ją podczas zeszłych wakacji, na jakiejś imprezie w klubie do którego postanowił wejść. Na początku to był zwykły seks, dopóki Niall nie spytał się o bycie parą. Teraz byli dwa tygodnie przed swojej pierwszej rocznicy.
-I zaprosiła ciebie? - Zayn zapytał się sugestywnie, podając dla Loczka zapalniczkę.
Niall skinął głową, wypuszczając głową.
-Ma imprezę.
-Imprezę? Z jej snobistycznymi znajomymi? - odfuknął Harry.
Niall potwierdził, kiwając głową.
-Tak naprawdę to sam nie wiem, czy mam ochotę iść.
-Ale umyłeś włosy! - Zayn zaprotestował, drwiąc z niego.
-Odpieprz się.
Harry oddał dla Zayn'a zapalniczkę, mrugając do niego.
-Mam pomysł. - powiedział Mulat, przerywając panującą wśród nich ciszę. - Chodźcie, zmiażdżymy* tę imprezę.
-Chcesz zmiażdżyć imprezę prywatnej szkoły? - Harry zaśmiał się. - Prawdopodobnie zadzwonią na gliny kiedy tylko zobaczą nasze tatuaże, ziom. I czy przypadkiem Barbara nie ze złości się kiedy zniszczymy imprezę na której jedyną używką będzie szampan, a przyjemnością naśmiewanie się z biedniejszych ludzi?
-Jakby cię to obchodziło. - odpowiedział blondyn. - I nie sądzę, żeby była. Nie ma problemu przychodząc na nasze imprezy więc....
-Wchodzisz w to? - Zapytał Zayn, obracając głowę do Harrego, który wzruszył ramionami.
-Nie mam nic lepszego do roboty.
-Bierzesz kogoś jeszcze?
-Tylko kilku kumpli.
Co oznaczało że około stu ludzi skończy idąc z nimi, Niall był zawsze duszą towarzystwa, z wieloma kontaktami.
-A co z alkoholem? - zapytał Loczek.
-Prawdopodobnie będą mieli tylko szampana, jak powiedziałeś, więc skoczymy do Tesco i kupimy trochę piwa i wódki. - zasugerował Niall, biorąc ostatniego bucha swojego papierosa, przed tym jak upuścił go na ziemię i ugasił butem.
-Mogę wziąć Tequilę i zioło. - dopowiedział Zayn.
-Zero koki? - zapytał Harry, lekko zawiedziony.
-Nie dzisiaj.
Harry zrobił nadąsaną minę, a oczy Zayn'a zjechały na jego usta na chwilę przed tym jak zadzwonił dzwonek.
-Potem panienki, jeśli nie dotrę na czas na trygonometrię, Pani Healey urwie mi łeb – powiedział Irlandczyk, klepiąc ich po plecach, przed tym jak zniknął zresztą ludzi uciekających do klas.
Harry odwrócił się do Zayn'a, który kończył papierosa.
-Co masz teraz? - Harry spytał go zanim wziął ostatnie dwa buchy.
-Wf.
-Nienawidzisz go.
-Co z tego?
Harry wyrzucił swoją fajkę poza płot.
-Ucieknij ze mną.
-Czemu?
-Wiesz czemu. - odpowiedział Harry i uśmiechnął się; przed tym jak podszedł do Zayna, przyciskając go do ceglanej ściany i nachylając się nad nim złaczając ich usta razem. .
Kilka minut później Harry był na swoich kolanach, a trzydzieści minut potem przyszli do klasy z zasinionymi ustami i rozczochranymi włosami.
Później tego dnia, po tym jak Harry i Niall poszli kupić alkohol(cztery sześciopaki piwa, dwie butelki wódki i jednego Jägermeister) za Niall'a pieniądze, poszli do jego domu po to aby mógł się przebrać. Harry nie dbał o to, ponieważ nadal pachniał drogą wodą kolońską, która ukradł miesiąc temu.
Przyjechali przed dom Barbary, kiedy było już tam około pięćdziesięciu ludzi, zebranych tam razem, trzymających w rękach alkohol, jedzenie i małe torebeczki pełne zioła.
-O ziom, to będzie zajebiste! Impreza w domu bogaczy, o kurwa! - w głosie Zayn'a można było usłyszeć wyraźną ekscytację, kiedy Niall otworzył drzwi prowadzące do ogrodu, za pomocą klucza który dała mu Barbara kilka miesięcy temu, aby mógł ją odwiedzać kiedy tylko chcę bez zwracania na siebie uwagi rodziców.
-Proszę powiedz, że to co słyszę nie jest muzyką klasyczną. - Harry powiedział do Zayna, kiedy podążali za Niallem przez ogromny ogród, Oczywiście był tam basen i bar.
-Sądzę że to jest muzyka klasyczna. - Mulat zaśmiał się, potrząsając głową. W tym samym momencie Niall otworzył drzwi, które uderzyły w ścianę.
Barbarę spotkali w połowie salonu, i kiedy tylko oczy Harrego padły na scenę, fuknął.
Żyrandole zwisające z sufitu rozświetlonego pokoju, dwie butelki najdroższego szampana na świecie(Harry wiedział to na bank) stały otwarte na stole, a ludzie dosłownie rozmawiali, słuchając muzyki klasycznej.
To musiał być żart, ale wyraz ich twarzy był jeszcze bardziej zabawny.



Louis nie zareagował na początku. Nie mógł znaleźć słów, a to nie zdarzało się często. Tam naprawdę byli ludzie z publicznej szkoły, w salonie Barbary, ubrani w podarte, ciasne jeansy, w ekstremalnie krótkich kurtkach i w nieprzyzwoitych t-shirtach.
Był kompletnie przerażony ilością alkoholu, która znalazła się na stole jadalnym, i liczbą czerwonych kubków umieszczonych obok nich. Prawdopodobnie nie były nawet czyste.
Bóg wie skąd je ukradli.
Rozejrzał się wkoło, upewniając się że nie był jedynym zaszokowanym. Nie dłużej niż minutę później cały pokój był pogrążony w ciemności, no prawie, jedynym światłem były małe kolorowe lampki, które zmieniały kolor co trzy minuty – a ludzie z publicznej zaczęli tańczyć i śmiać się z czerwonymi kubkami w ich rękach.
Louis był zaskoczony, i lekko wkurzony kiedy zobaczył jego znajomych chwytających czerwone kubki ze stołu, zapełniając je bóg wie czym i dołączających do tłumu tańczących. Eleanor wzruszyła ramionami kiedy zobaczyła Barbarę dosłownie pijącą piwo z butelki, którą dzieliła z Niallem, wówczas kiedy ocierała się o niego.
-To jest skandaliczne! - Louis wyszeptał do Eleanor, śledząc ją do stołu, gdzie chwyciła kubek z czymś zwanym „Bacardi Breezer”.
Usłyszał śmiech za sobą i odwrócił się, gotów powiedzieć mu aby się odpieprzył.
Louis był kompletnie zaszokowany kiedy zobaczył gościa, który był wyższy o około głowę, i patrzył się na niego z rozbawionym wyrazem twarzy. Miał na sobię koszulkę z logiem Roliing Stones, która pokazywała jego umięśnione ręce pokryte w tatuażach od ramienia do prawie samych czubków palców. Miał również kolczyk w wardze i brwi.
-Mogę ci jakoś pomóc? - Louis zamrugał, kładąc jedną rękę na biodro.
Nieznajomy potrząsnął głową. - Chcę po prostu trochę wódki,a ty stoisz mi na drodze.
Oh, kolczyk w języku miał również. Jak słodko. Louis odsunął się na bok, aby dać obcemu więcej miejsca. Obserwował go wówczas kiedy tamten postawił mały kieliszek na stole, przed tym jak wypełnił go wódką, i wypił go w dwie sekundy.
-Chcesz jednego?
-Nie, dziękuje. Muszę znaleźć moją dziewczynę.
Brwi wyższego powędrowały do góry, kiedy się uśmiechał, ale Louis odwracał się już od niego i poszedł prosto w stronę Eleanor, która ponownie siedziała na kanapie. Usiadł tuż obok niej, a ona uśmiechnęła się do niego, umieszczając pusty czerwony kubek na stole, który jakimś cudem został wypełniony telefonami. Louis był pewien że nawet ich łączna wartość była mniejsza niżeli wartość jego stroju.
Bóg wie gdzie je ukradli.
-Louuuuis. - powiedziała Eleanor,a Louis obrócił głowę w jej stronę. Dziewczyna uśmiechnęła się i zachichotała, zapewne była już pijana, ponieważ nigdy wcześniej nie miała alkoholu w ustach, więc jej tolerancja wynosiła 0.
-Co?
-Pocałuj mnie.
Zrobił to, ponieważ dziewczyna chwyciła jego kołnierz i szarpała za niego. Chwycił jej pomalowane usta pomiędzy swoje i zaczął je ssać; nigdy nie próbował nawet polizać jej ust z powodu jej drogich szminek/błyszczyków, nie chciał rujnować jej makijażu; dlatego przyzwyczaił się i pogodził się z powtarzaniem pocałunków, czasami ssaniem i gryzieniem jej ust, ale nic więcej.
Jeżeli dobrze wiedział(a wiedział), nikt poza Barbarą i dwójką chłopaków w klasie nie uprawiał seksu. Wszyscy czekali do ślubu, i to było w porządku wedle Louisa.
Kiedy odsunął się od Eleanor był zaskoczony widząc ją, zbliżającą się do niego i całującego go w szyję. Wiedział, że powinno to sprawić iż dobrze będzie się czuł, ale to było jakby dosłownie jego matka całowała go w szyje. Zmartwiło go to trochę, ale nie przejął się tym zbytnio.
Kilka minut później, był wepchany w Eleanor(którą wgnietli z kolei w barierkę) przez dzięsięciu obcych ludzi, rozpychających się na dwóch kanapach wokół niskiego stoliczka. Reszta ich przyjaciół tańczyła na parkiecie lub … była w kącie. Louis był zdziwiony. Rozpoznał gościa, z którym spotkał się wcześniej. Tego wyższego z piercingiem i tatuażami. Siedział on pomiędzy nieznajomym z grzywką postawioną do góry, a Barbarą która siedziała obok Niall'a, a ten siedział obok Louisa.
Wiedział od razu że mają zamiar to zrobić, kiedy tylko zobaczył czarnowłosego chłopaka wyjmującego małe pudełeczko zioła na stół.
Oni biorą narkotyki. Biorą nielegalne narkotyki tuż pod moim nosem.
Louis nie miał pojęcia jak zareagować, nie mógł się ruszyć. Jedyne co potrafił zrobić, to gapić się na gościa w skórzanej kurtce z tatuażami, który zaczął zwijać jointy.
-Zayn, ziom, pośpiesz się – powiedział Niall, kładąc rękę na udzie Barbary i posuwając ją w górę i w dół.
-Nie jestem pieprzoną ośmiornicą, okey? - Zayn odpowiedział,a Louis zmarszczył brwi na dźwięk brzydkich słów. Nigdy nie znał kogoś, kto by tak mówił. Jego rodzice nauczyli go kultury.
Wszyscy wokół stołu dostali joint'a, oprócz Louisa i Eleanor którzy potrząsnęli swoimi głowami kiedy Niall zaoferował im.
Louis nie mógł nic na to poradzić, ale zezłościł się kiedy usłyszał śmiech gościa z piercingiem, a potem jego mamrotane ''oczywiście''. Nie przeszkadzało mu obserwowanie (nawet trochę imponowali mu, ale nie przyznałby się do tego nigdy) ich kiedy powoli odpływali i zaczynali śmiać się; rozmawiając wówczas gdy dym zanieczyszczał powietrze.
-Harry, kumplu – powiedział Zayn, zanim wziął głębokiego bucha trawy i obrócił się do wytatuowanego gościa w koszulce z Rolling Stones'ami, który najwyraźniej nazywał się Harry.
Louis nie miał nawet czasu na przygotowanie się do takiego widoku. Zamrugał kiedy zobaczył Zayn'a pociągającego za tył karku Harrego, przyciągając go do swoich ust, obydwaj otworzyli swe usta.
To jest... To jest gejowskie! Czy oni są gejami?
Kiedy odsunęli się od siebie, Harry wypuścił dym,który najwidoczniej był wcześniej w Zayn'a ustach. Czemu tylko Louis był zaszokowany faktem, że dwóch chłopców praktycznie pocałowali się nawzajem.
Wstał po chwili, bo czuł że jego ciuchy zaczynają przesiąkać dymem, a to była ostatnia chwila jakiej teraz potrzebował. Skupił się na Eleanor, która jeździła ręką po swoim udzie i mizdrzyła się do jego ucha, będąc do niego praktycznie rzecz biorąc przyklejona jak taśma. Wzięła kilka buchów z Niall'a zaoferowanych jointów, a teraz była niesamowicie odurzona.
Zirytowało to Louisa odrobinę, i zaskoczyło kiedy znienacka dziewczyna wsadziła swoją rękę w jego spodnie- i ponownie- powinno to sprawić że dobrze się poczuje, ale tak nie było. Czuł na sobie kilka par oczu na sobie, i nagle zobaczył Harrego potrząsającego głową, który wstał i powiedział że musi iść do łazienki.

Louis ochlapał swoją twarz zimną wodą, a potem wysuszył ręcę za pomocą ręcznika, poprawił grzywkę w lustrze, i wyszedł z łazienki.
Zamarł martwy w drodze, kiedy zobaczył dwóch chłopaków wyraźnie dobierających się do siebie na ścianie, naprzeciw łazienki, a potem zorientował się że to Harry i Zayn. Z jednej strony czuł się oszołomiony, a z drugiej strony z jakiegoś powodu, jego spodnie zaczynały być coraz ciaśniejsze.
Szybko ich wyminął, wracając do salonu aby znaleźć Liama i może Eleanor.
Chciał iść do domu, jeśli miał być szczery, nie czuł już tej imprezy. W całym salonie, byli spoceni i miziający się ze sobą ludzie lub palący i pijący nielegalnie.
Louis chwycił w ramiona swoją dziewczynę, Eleanor. Spojrzała się na niego, uśmiechając się leniwie.
-Co tam Lou? - spytała się go, biorąc swą rękę ponad jej sukienkę z Chanel.
-Jest prawie północ, może powinniśmy wracać? Ludzie z naszej szkoły zaczynając wychodzić.
Eleanor obejrzała się wkoło, aby zobaczyć że tak naprawdę wszyscy poza Barbarą już wyszli, a impreza została przejęta przez ludzi z publicznej.
-Jasne, chodźmy. Ale czy mógłbyś wziąć nasze płaszcze z kanapy? - zapytała, na co on kiwnął twierdząco głową, całując ją w policzek.

Louis dosłownie wszedł na Harrego, pieprzącego Zayn'a na ścianie, naprzeciw szatni. Jego głowa była schowana w jego szyi, kiedy wydawał z siebie pornograficzne jęki. Zatrzymali na nim swój wzrok, i dopiero wtedy Louis zareagował, natychmiastowo; ruszył do szatni po płaszcze i dosłownie wybiegł stamtąd przerażony na śmierć.
Zdecydował nie mówić nic o tym co widział dla Eleanor. Kiedy wracali samochodem chłopak rozmyślał o tym co powiedzieliby inni o dwóch mężczyznach robiących czegoś co facet powinien robić z żoną.
W swojej głowie, tej nocy, miał lekki kryzys, podczas gdy leżeli razem z El u niego w łóżku zwinięci w łyżeczki(Louis zawsze był tą małą łyżeczką, głównie dlatego że dziewczyna była odrobinę wyższa od niego), robili tak ponieważ nie uważał tego za obrzydliwe w odróżnieniu od swoich rodziców i wszystkich innych, którym to powiedział.
To był jeden z tych momentów, w którym cieszył się że był tą małą łyżeczką, ponieważ jego penis był twardy, w jego bawełnianych pidżamach, i jak bardzo by chciał sobie ulżyć, wiedział że dotykanie samego siebie jest grzechem, więc skończył idąc do łóżka z erekcją, czymś co nigdy wcześniej się nie zdarzało.
Nie był pewien czy lubił to czy nie. 

*St.Mark's Private School - w dalszej części opowiadania nazwa ta jest spolszczona, jednak tutaj chciałam żebyście ją znali(sama nie wiem czemu)
*szefem - w tym sensie, że nie pracuję ale nadal ma udziały w tej firmie. Czyli, jest takim tajemnym guru ;)


Mam nadzieję, że podoba się dalsze rozdziały w przyszłym tygodniu :)
Przepraszam za błędy, i życzę Miłego weekendu oraz tygodnia!
Kocham <3 Pozdrawiam ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz